sobota, 14 marca 2009

melanchujnia

ona mowi, ze kazde moje kocham cie wprowadza ja w euforie. to ja powtarzam jej to kocham cie, czasami troche bardziej na sile, z niepewnosci niż z wlasnej woli, ale przynajmniej, przy okazji, kradne jej troche tego szczęścia, co sama jej daje. gdybym nie kochala w ogole nic bym przeciez nie mówiła. ani slowa, słówka, słóweczka. to, co czuje, to ogromna potrzeba bliskości jej osoby i jej ciepla. reszte trudno mi sprecyzowac.

i kilka godzin pozniej, kilkanaście lub kilkadziesiąt, ona mi zyczy dobrej nocy, nazywając niespełnioną miłością. tu troche ma racji, bo z nia zabawy na powaznie chyba już sobie odpuściłam. zbyt dumna i honorowa ze mnie s(zt)uka. i potem ona mowi, ze to glupie, ze mnie kocha. ze właściwie nie będzie się o mnie starac, skoro jestem taka hetero-oryginalna. tak, o wlasnie. i to urocze „spij slodko mala” na sam koniec. az rzygac się chce ze złości i bezradnosci.

i ona chyba nie rozumie, ze to mnie krzyzuje. chyba już nie pamieta, ze czekałam miesiąc, 3 miesiace, pol kurwa roku, az ona łaskawie się dla mnie poswieci. ale ona wtedy miala duze serce, duzo miłości i wszystkich nia obdzielala. tak duzo, ze starczalo na mnie i na niego. tak, to ta odwieczna dychotomia, jak legia i polonia, jak stas i nel. a ja się na to nabierałam. i kochałam tak jak potrafiłam. no, kurwa, przepraszam, ze tak slabo dla ciebie kocham. az mi się cisnie na usta „nie umiem inaczej”, wrecz to mowie. bo tak jest. bo ile można mowic i ile można dawac dowodow. ja nie wierze w dowody miłości, w półsłówka, w piekne prezenty, srebrne serca zawieszone na szyi, czerwone pocałunki i liczne orgazmy, te udawane i te nie. 

i teraz podnosząc wzrok ku niebu czuję nie tyle smutek, ile urazę. bo nie ma ani gwiazd, ani księżyca nie widac z bielanskich okien. nie ma papierosow, sa za to rodzice i ich nieprzyjemne uwagi. i nie ma ciebie i tej gorącej atmosfery. bo te wieczory były naprawde dla mnie magiczne, najważniejsze. naprawde kochałam cie, wtedy mocniej niż kiedykolwiek. właściwie, kochałam do momentu komentarzy na temat mojej wolności. wszyscy dobrze wiedza, ze ty pieprzyłaś jego, a ja nie moglam calowac dziewczyn, właściwie nie mogłam nikogo calowac, dotykac, przytulac. nie powinnam. jak scenariusz do naszego motywu przewodniego. bo to jest nie kurwa fair.

i d e a l  s i e g n a l  b r u k u . porozbijane o chodnik iluzje.

tylko nie mow, ze to się tak skonczy. bo kiedyś mialysmy się rozstać. nie dziś, nie jutro. kiedyś. bo teraz nie chcę być dotykana, bo nie chce rozmawiać, bo teraz nie chcę być widoczna. telefon milczy. jedna tylko filiżanka na stole. aniele boży stróżu mój zmówmy pacierz, bo miłość nie żyje.

*

'wszyscy się o ciebie martwia, ty głupoty wymyślasz.'
ej mamo, to nie tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz